
126 lat temu w roku 1900, w Teatrze Miejskim w Krakowie odbyła prapremiera "Snu srebrnego Salomei" „romansu dramatycznego w 5 aktach, a 9 obrazach” Juliusza Słowackiego, z Józefem Kotarbińskim jako Regimentarzem, Andrzejem Mielewskim w roli kozaka Semenki i Ludwikiem Solskim – Wernyhorą. W tamtym czasie Słowacki nie stał jeszcze tak wysoko na piedestale narodowych wieszczów jak dzisiaj. I o tym ta opowieść.
Kotarbiński opracowując tekst dramatu Słowackiego z 1843, rozgrywającego się na Ukrainie w 1768 w czasie koliszczyzny, czyli buntu tamtejszych chłopów i kozaków brutalnie stłumionego przez Polaków, wykreślił ponad tysiąc wierszy i pominął jedną scenę w akcie IV. Jan Spitziar namalował dwie nowe dekoracje ukazujące cerkiew pod lipami i obóz hajdamaków.
Uznanie Słowackiego było wówczas kwestią dość świeżą; przełom stuleci przyniósł zmianę w recepcji jego dzieł, również teatralnych. Nie żeby wcześniej nie grano Słowackiego (jego wielką miłośniczką i propagatorką była Helena Modrzejewska) - ale najczęściej wystawiano dramaty najbardziej tradycyjne formalnie, jak "Mazepa" czy "Maria Stuart". Późniejszą twórczość, zwłaszcza tę z okresu mistycznego, uznawano za niesceniczną, nie mówiąc już o tym, że wiele z tych utworów nie było szerzej znanych.
Tadeusz Boy-Żeleński wspomina, że w jego latach szkolnych znajomość Słowackiego była ograniczona do paru tytułów. Uważano go za poetę znacznie niżej stojącego od uwielbianego Mickiewicza. Dopiero później, w czasach młodopolskich, zaczęto w kręgach wtajemniczonych czytać trzy tomiki "Pism pośmiertnych", wydane przez Antoniego Małeckiego, odkrywając nieznanego i "nieoficjalnego" Słowackiego. "Miłość zaczynała wówczas iść ku Słowackiemu z całym posmaczkiem owocu zakazanego: Mickiewicz to był niejako ślubny mąż; zdradzało się go ze Słowackim. Wyczuwam dziś bardzo ściśle ten odcień ówczesnego nastroju" - pisał Boy przy okazji sprowadzenia zwłok Słowackiego w 1927 r.
Duże zasługi w odkrywaniu Słowackiego miał krakowski teatr. To tutaj, za dyrekcji Józefa Kotarbińskiego, w roku 1899 odbyła się prapremiera "Złotej Czaszki", a trzy miesiące później "Kordiana", który cieszył się wielkim powodzeniem, choć przed premierą (a spektakl był kosztowny - "Bo to i Mont Blanc na scenie, i wojsko w kamaszach", jak wspominał Boy) przepowiadano klapę. Wkrótce w Krakowie wystawiono również po raz pierwszy "Sen srebrny Salomei", "Księdza Marka" i "Fantazego".
"Rzecz znamienna: kiedy budowano w Krakowie obecny teatr, nie przyszło na myśl nazwać go Teatrem im. Słowackiego" - pisze Boy. Teatr otwarto w 1893 r. Po 16 latach, w setną rocznicę urodzin poety, nazwano jego imieniem reprezentacyjną scenę i zorganizowano trwający dwa tygodnie festiwal. Urodziny Słowackiego obchodzono nie tylko w miejskim teatrze i nie tylko w Krakowie - w całej Polsce odbywały się odczyty, przedstawienia, wieczory poetyckie, choć w zaborach rosyjskim i pruskim nie było łatwo je organizować.
W Krakowie w styczniu 1909 r. powołano komitet obywatelski do spraw jubileuszu. Na początku kwietnia uczczono 60. rocznicę śmierci poety: Teatr Miejski wystąpił z "Balladyną", Ludowy - z "Mazepą", studenci przygotowali wieczór z fragmentami dramatów, uczniowie - wieczory poetyckie. Organizowano wiele odczytów o życiu i twórczości Słowackiego (niektóre ilustrowane obrazami z epidiaskopu), przedstawień amatorskich, wystaw, koncertów; zawodowe teatry dawały bezpłatne przedstawienia. Prasa komentowała obchody na bieżąco, zamieszczała artykuły popularyzujące twórczość poety. Mieszkańców nakłaniano do uczestniczenia w obchodach i dekorowania domów portretami i popiersiami poety.
Powstał również pomysł uczczenia Słowackiego pomnikiem, ale choć zebrano sporo pieniędzy (np. dochód z uroczystego przedstawienia 16 października przeznaczono na ten cel), pomnika w Krakowie do dziś nie mamy. Nawet w Teatrze im. Słowackiego, przed którym stoi popiersie Aleksandra Fredry autorstwa Cypriana Godebskiego, podarowane miastu w roku 1900 przez Konstantego Wołodkowicza. Na tyłach teatru skromnie ukrywa się pod drzewem Michał Bałucki, zaś nad frontonem tańczą poloneza Zosia i Tadeusz. Słowacki obecny jest jedynie duchem - jak przystało na Króla-Ducha naszej literatury.
Kulminacja obchodów Roku Słowackiego w Krakowie przypadła na sobotę 16 października. W południe odbyła się uroczysta sesja rady miejskiej. Jednogłośnie przyjęto wniosek o nadanie imienia Słowackiego Teatrowi Miejskiemu (inicjatorem pomysłu był Ludwik Solski, ówczesny dyrektor sceny). Imię Słowackiego nadano również części Plant, ale nazwa ta nie utrzymała się długo. Dyskutowano sprawę pomnika i powstanie Towarzystwa Literackiego im. Słowackiego. Pomnik, jak wiemy, nie powstał, a Towarzystwo przestało już istnieć. Jedynym dziś śladem uroczystej sesji jest więc imię teatru.
Prapremiera "Snu srebrnego Salomei w DZIALE HISTORIA-KULTURA PAI
POLONIJNA AGENCJA INFORMACYJNA - KOPIOWANIE ZABRONIONE.
TŁUMACZENIE DŁUŻSZYCH TEKSTÓW MOŻE CHWILĘ POTRWAĆ...
NAPISZ DO REDAKCJI
Wyjątkiem jest uzyskanie indywidualnej zgody redakcji, wówczas zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło:
Polonijna Agencja Informacyjna, autora – jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu
wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.