W tragicznej sytuacji braku w wenezuelskich aptekach nawet podstawowych lekarstw i antybiotyków, co stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia, Polacy mieszkający w Wenezueli zwrócili się, o udzielenie im szybkiej pomocy do MSZ i do kancelarii Prezydenta Dudy. Do akcji włączył się też dziennikarz dodatku łódzkiego Gazety Polskiej Codziennej, Marek Czachorowski z Aleksandrowa Łódzkiego, który w bardzo szybkim czasie zmobilizował mieszkańców tego miasta. Leki przez nich zebrane czekają na przekazanie dla Polaków w Wenezueli.
******
NA POCZĄTKU NALEŻNY KOMENTARZ - POCHODZĄCY OD POLAKÓW W WENEZUELI
Jak już wielokrotnie informowała nasza redakcja, wenezuelski rząd zabronił niesienia pomocy humanitarnej organizacjom oraz rządom innych krajów. Zostały wysłane jednak pojedyncze paczki z żywnością, pochodzące od osób prywatnych, a które wenezuelski urząd celny przepuścił. Czy dojdzie jednak do naszych rodaków paczka z ratującymi życie i zdrowie lekami? Ryzyko jest duże.
W tym miejscu warto wspomnieć, że rządy wielu krajów obeszły zakaz wenezuelskiego prezydenta Nikolasa Maduro. Wyposażyły swoje placówki dyplomatyczne w Caracas, w mini-magazyny apteczne. Tego samego oczekują od polskiego rządu nasi rodacy w Wenezueli. Na początek, potrzebna jest pomoc rządu do przekazania w szybki sposób lekarstw, które z poświęceniem wraz z mieszkańcami Aleksandrowa Łódzkiego zbierał dziennikarz i człowiek dobrej woli, Marek Czachorowski.
Za serce okazane przez osoby prywatne, Polacy z Wenezueli, bardzo dziękują. Następny ruch należy do organów i instytucji państwowych. Apelujemy do Sejmowej i Senackiej Komisji ds Polonii, do Wspólnoty Polskiej, do Ministerstwa ds Polonii przy Kancelarii Prezydenta:Polacy w Wenezueli, choć jest ich mała grupka-potrzebują pomocy i opieki.
W Wenezueli kryzys gospodarczo - polityczny pogłębia się. W tym karaibskim kraju, będącym od 18 lat pod wpływem ideologicznym pobliskiej Kuby, budowanie socjalizmu XXI wieku, doprowadziło do wielkiej katastrofy.
Mimo tego, że jest to jeden z głównych światowych eksporterów ropy naftowej, z dnia na dzień, pogarsza się byt jego obywateli. Wszechobecne braki na rynku żywnościowym, brak podstawowych lekarstw, powoduje zagrożenie dla życia i zdrowia ludności. Odnotowana największa na świecie inflacja, wynosząca ponad 4000 procent, powoduje brak zdolności nabywczej obywateli. Głód i choroby zaglądają do wenezuelskich domów. Osoby silne i zdrowe oraz mogące liczyć na wsparcie mieszkającej za granicą rodziny, opuszczają kraj. Szacuje się, że jedynie w ubieglym roku wyemigrowało ponad 4 miliony mieszkańców. Oficjalnie Wenezuela posiada 28 milionów ludności i powierzchnie trzy razy większą od Polski.
W najgorszej sytuacji są Polacy, którzy z tej lub innej przyczyny (brak środków, zły stan zdrowia , a tym samym niemożność podjęcia pracy w nowym miejscu, brak rządowego programu pomocowego dla powracających obywateli polskich z krajów zagrożenia humanitarnego) muszą pozostawać w Wenezueli.
Jak informuje Stowarzyszenie Polaków w Wenezueli, ponad miesiąc temu , zostało wysłane do MSZ oraz do Ministerstwa ds Polonii przy Kancelarii Prezydenta , zapotrzebowanie na leki. Niestety, pozostaje ono bez odpowiedzi.
Okazuje się jednak, że tego, czego nie może polski rząd, dokonują polscy obywatele. Marek Czachorowski z Aleksandrowa Łódzkiego, dziennikarz dodatku łódzkiego Gazety Polskiej Codziennej, zaapelował w mediach do mieszkańców miasta o zbiórkę leków. Akcja spotkała się z wielkim odzewem. Leki czekają na wysłanie do Polaków w Wenezueli.
- Jak Pan w tak krótkim czasie, zrobił to, czego nie zrobił rząd i Minister ds Polonii -pytamy Marka Czachorowskiego. – Była zbiórka leków na rynku?
- Nie , na rynku nie zbierałem, mówi Marek Czachorowski. Natomiast ogłosiłem akcję w lokalnej prasie oraz na portalu Aleksandrowa Łódzkiego. Skontaktowałem się również ze znajomymi, na których mogę liczyć. Odzew był nadzwyczaj duży. Leki odbierałem osobiście, co oprócz chęci, których mam aż nadto, wymagało przede wszystkim czasu. Nieocenioną pomocą okazał się więc punkt zbiórki leków, który zorganizowaliśmy w zaprzyjaźnionym sklepie `papierniczym GO-MAR W Aleksandrowie Łódzkim. Każdy chętny mógł tam dostarczyć leki, których już nie potrzebuje, a które z pewnością pomogą Polakom w Wenezueli.
Ludzie przynieśli jednak nie tylko to, co mieli w domach, ale zakupili również całkiem nowe leki: przeciwbólowe, antybiotyki,a także różnego rodzaju syropy dla dzieci. Wśród zebranych lekarstw jest sporo leków nasercowych, antybiotyków, nie brakuje również leków na cukrzycę, parkinsona , czy też popularnej ,a skutecznej polopiriny. Kolejny raz okazało się, że na mieszkańców Aleksandrowa Łódzkiego można liczyć w tego typu podbramkowych sytuacjach, jaką mają Polacy w Wenezueli. Warto również podkreślić pomoc państwa Cłapów ze Zgierza, którzy już drugi raz wydatnie wspomogli zbiórkę leków.
Następnym wyzwaniem , które przed nami stoi, jest dostarczenie za ocean całości zebranych leków. To jednak wymaga pomocy polskich władz państwowych lub ludzi dobrej woli. Ewentualnie po prostu środków finansowych, których brakuje, o ile byłaby możliwość przesłania medykamentów pocztą, co jak się orientuję w obecnej sytuacji politycznej Wenezueli - nie jest możliwe, mówi Marek Czachorowski.
POLONIJNA AGENCJA INFORMACYJNA - KOPIOWANIE ZABRONIONE.
NA PODSTAWIE: Autor: JUSTYNA ZUŃ-DALLOUL
Email: polacyzwenezueli@yahoo.com
TŁUMACZENIE DŁUŻSZYCH TEKSTÓW MOŻE CHWILĘ POTRWAĆ...
NAPISZ DO REDAKCJI
Wyjątkiem jest uzyskanie indywidualnej zgody redakcji, wówczas zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło:
Polonijna Agencja Informacyjna, autora – jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu
wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.