WIADOMOŚCI
Polonijna Agencja Informacyjna

O I DLA POLONII I POLAKÓW ZA GRANICĄ




SZUKAJ W WIADOMOŚCIACH PAI - WYBIERZ TYLKO KRAJ, LUB TYLKO WYRAZ, ALBO DWA JEDNOCZEŚNIE



  Stany Zjednoczone Ameryki         


 2018-03-26   Szacowany czas czytania: 5 minut.

MARATON LODOWY NA BAJKALE Polish American Sports Association

8 marca 2018 r Pani Alicja Barahona, znana polonijna ultramaratonka, uczestniczyla w jednym z najbardziej extremalnych maratonow swiata - Maratonie Lodowym na zamarznietym jeziorze Bajkal. Polish American Sports Association jako pierwsi, zamieścili relację z biegu jak i ze spotkania z Polakami żyjącymi na Syberii, opisaną przez sama uczestniczkę.
Gratulujemy i zyczymy kolejnych ciekawych wyzwan!

Dobrowolnie na Syberię

Syberyjskie powitanie

Niespodziewanie zakończył się tegoroczny Lodowy Maraton na jeziorze Bajkał. Po raz pierwszy od 14-tu lat istnienia tego maratonu organizatorzy podjęli decyzję o przerwaniu go w połowie dystansu ze względu na nietypową jak na ten okres pogodę syberyjską. Na starcie powitała nas temperatura ok. - 20 st. C. Do tego północno-wschodni wiatr nasilał się z minuty na minutę, osiągając 80 km na godz. Biegliśmy po dlugich, z koncami wystajacymi w powietrzu zaspach śnieżnych. Zamarznięta biała skorupa załamywała się pod naszym ciężarem, pod którą był sypki śnieg jak mąka. Każdy krok był inny, każdy krok napotykał inną wysokość śniegu i jego głębokość. Wiatr zmienił kierunek i unosił śnieżny pył w poprzek jeziora. Zrobiła się okropna zamieć. Nic prawie nie było widać. Lodowy wiatr targał naszymi numerami. Powietrze było suche, mroźne, więc w ustach zasychało. Należało trzymać tempo, aby nie zgubić zawodnika przed sobą. U mnie chyba prawe oko zamarzło (to od strony wiatru). W pierwszej chwili pomyślałam, że na okularach mam szron. Zdjęłam je, ale nadal nic nie widziałam. Przetarłam rzęsy, sądząc, że jest na nich szron i nic. Nadal widziałam jak przez zamarzniętą szybę. Po jakimś czasie odzyskałam wzrok w oku.

Ze względu na bezpieczeństwo biegaczy organizatorzy zawodów wstrzymali maraton w połowie dystansu. W takiej zawierusze łatwo stracić orientację, co mogłoby mieć tragiczne skutki dla zawodników. Nie sposób kogokolwiek odnaleźć w takiej zamieci na jeziorze, np. moja komórka nie miała sygnału, a Bajkał ma od 40 do 80 km szerokości i 636 km długości. Do mety w Listwiance dowieźli nas poduszkowcami, które zatrzymywały się w silnym wietrze i musieliśmy wysiadać i pomagać. Tak powitała nas Syberia.

Koszulka pozostała na Syberii…

Koszulka Polska Running Team została podarowana Ojcu Karolowi w Wierszynie, zakonnemu bratu w polskiej wiosce na Syberii. Wierszyna to wieś, którą utworzyło 70 rodzin z Polski. Przybyły tutaj za chlebem w latach 1910–1912 z okupowanych terenów Rosji Carskiej. Z Galicji, ludność z Podhala wyjeżdżała wówczas za chlebem do Kanady i Stanów.

Mieszkańcy Wierszyny przeżyli okropne czasy. Pierwsze lata osiedlenia to mieszkanie w ziemiankach, karczowanie tajgi. Walka o przeżycie syberyjskiej zimy. Po rewolucji walka o zachowanie polskości. Język polski był zakazany w czasie komunizmu. Mieszkańcy zachowali jednak język polski. We wsi jest szkoła, w której uczą po polsku do 10-tej klasy. Rozmawiałam z kilkoma Polakami i świetnie mówią po polsku, tak jakbym była na wsi w Polsce. Co ciekawe, widziałam radość w tych ludziach. Uśmiech na twarzy. Biło od nich ciepło. Byli chętni do rozmowy i chętni do opowiadania o swoich przeżyciach rodzinnych. Pytałam, czy chcą wrócić do Polski, bo posiadają Kartę Polaka. Odpowiadali, że nie mają gdzie, do kogo. Nie mają już rodzin w Polsce lub kontakt zaginął. Tylko jedna rodzina wyprowadziła się do Polski ze względu na dwójkę dzieci, które studiowały w Polsce i tam pozostały, i rodzice wyjechali, żeby być z razem z nimi.

Wierszyna ma śliczny kościółek zbudowany przez Polaków w 1913 r. Oczywiście, podczas komunizmu był ograbiony i zamknięty przez 62 lata. Czas zniszczył jego dach i okna. Został obudowany innymi budynkami nowej władzy, ale cudem przeżył. Teraz tętni życiem i jest chlubą i dumą na cały okrąg Irkucki. Na plebani znajduje się obszerna kuchnia, która służy jako izba spotkań. Ojciec Karol od razu poczęstował mnie i moich rosyjskich współtowarzyszy (Andreja, kierowcę, i Irę, jego żonę) herbatą, kawą i ciasteczkami. W Wierszynie panuje przyjaźń, ludzie organizują przyjęcia urodzinowe, spotykają się na pogaduszki. Ojciec Karol zrobil małą górkę tuż przy plebani i kilka dzieciaków zjeżdżało z niej, więc do środka dochodził gwar i śmiech bawiących się maluchów. Na pożegnanie ofiarowałam Ojcu Karolowi koszulkę z napisem “Polska Running Team”, aby i ona była częścią tej wsi, tak jak moje serce na zawsze będzie pamiętało naszych rodaków na Syberii.

SWP


Wierszyna jest niedostępna wiosną, bo droga, która do niej prowadzi, zamienia się w jedno wielkie bagno. Teraz była zamarznięta, a ja byłam czwartą osobą, która odwiedziła Wierszynę tej zimy!


POLONIJNA AGENCJA INFORMACYJNA - KOPIOWANIE ZABRONIONE.
NA PODSTAWIE: Alicja Barahona


TŁUMACZENIE MASZYNOWE

TŁUMACZENIE DŁUŻSZYCH TEKSTÓW MOŻE CHWILĘ POTRWAĆ...


Udostepnij na Facebooku




NAPISZ DO REDAKCJI




COPYRIGHT

Chronimy treści naszych korespondentów,
dlatego kopiowanie materiału z portalu PAI jest zabronione.

Wyjątkiem jest uzyskanie indywidualnej zgody redakcji, wówczas zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło:
Polonijna Agencja Informacyjna, autora – jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu
wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.



×