W Afryce Polacy założyli 22 osiedla na terenie Tanzanii i Ugandy. Trafili tam z zsyłki na Sybir. W Afryce Polacy wracali do normalnego życia. Przede wszystkim chciano wykształcić dzieci, aby po powrocie do kraju miały jakąś tożsamość, wiedzę i potrzebne umiejętności. Część z naszych rodaków mieszkała tam aż do pierwszej połowy lat 50-tych XX wieku. Po wielu latach powrócili i odwdzięczyli się za gościnę w Ugandzie budując szpital.
71 lat temu, w lutym 1940 roku, Rosjanie zorganizowalil opierwsza wielka deportacje obywateli polskich, zamieszkałych na wschodnich obszarach II Rzeczypospolitej. W ciągu nastepnych pięciu miesięcy na Syberie zxostało wywiezionych ok. 300 tysięcy Polaków. Mieli tam pozostac do końca życia, ale niespodziewany wybuch wojny niemiecko-sowieckiej zweryfikował te plany.
Latem 1941 r. zapadła decyzja o utworzeniu armii gen. Andersa. Dla tysięcy polskich rodzin zesłanych w głąb ZSRR otworzyła się szansa wyrwania z syberyjskiej pułapki. Drogi ewakuacji wiodły do Indii, Persji – a stamtąd – 18 tysięczna społeczność Sybiraków – trafiła do…. Afryki, co jest stosunkowo mało znanym epizodem. W latach 1942-1948 w polskim osiedlu w Koja nad jeziorem Wiktorii przebywało ok. 3 tys. polskich uchodźców, głównie kobiet i dzieci, wcześniej ewakuowanych ze Związku Sowieckiego do Iranu.
Na terenie Afryki Wschodniej i Południowej założono 22 osiedla, największe w Tengeru, położone na wysokości 1200 m n.p.m. w masywie Kilimandżaro, a kolejne co do wielkości w Masindi i Koja w Ugandzie. Zbudowano osiedle, kościół, bożnicę, szpital. Wśród wielu innych mieszkał tam Wacław Korabiewicz, Delegat Rządu RP w Londynie. Uchodźcami opiekował się angielski Zarząd do Spraw Uchodźców w Afryce. Założono gospodarstwo rolne i ogród, w którym Polacy sadzili pomidory, ogórki, słoneczniki, by stworzyć sobie mały kawałek Polski. Dla 8 tysięcy dzieci, które na sześć lat trafiły do osiedla polskich uchodźców, był to czas radości, beztroskich zabaw, wycieczek krajoznawczych.
Tengeru miało najbardziej rozbudowaną, ze wszystkich polskich osiedli w Afryce, sieć szkół, zwłaszcza średnich, w tym zawodowych (był tam też m.in. sierociniec), i szkoły te działały najdłużej. Zorganizowano tu największy ośrodek szkolny dla dorastającej młodzieży z gimnazjum i liceum ogólnokształcącym, liczącym kilkaset uczennic i uczniów, ponadto gimnazja kupieckie i krawieckie, średnią szkołę rolniczą i szkołę mechaniczną. Polacy mieli dobrych nauczycieli z wyższym wykształceniem. Nie wszyscy byli z zawodu nauczycielami, byli też inżynierowie i prawnicy. Jedną ze szkół, dla ponad stu polskich sierot, zorganizował w Tengeru Józef Jagielski, były burmistrz Wieliczki i Sybirak. W życie osiedla aktywnie włączali się instruktorzy harcerscy (m.in. Zdzisława Wójcik) i księża. Harcerstwo stało na szczególnie wysokim poziomie. Rozwijało się życie kulturalne (teatr, chór), funkcjonowały drużyny sportowe (dużą popularnością cieszyła się piłka nożna), a czas – poza nauką i pracą – wypełniały różne uroczystości związane z obchodami polskich świąt państwowych albo religijnych.
W 1947 rozpoczęły się naciski mające na celu likwidację obozów uchodźczych. Do obozu w Tengeru zwieziono wówczas dzieci z pozostałych likwidowanych osiedli w Afryce. Podobnie likwidowano obozy w Indiach, w Balachadi i Valivade.
Władze Polski Ludowej nalegały na szybką repatriację polskich sierot do kraju. Większość dorosłych i dzieci obawiała się jednak powrotu do rządzonego przez komunistów kraju. Zarządzający obozem zostali powiadomieni przez Watykan, iż episkopat kanadyjski chętnie przyjmie polskie sieroty. Międzynarodowa Organizacja Uchodźców (IRO), następczyni UNRRA, zaproponowała, aby dzieci, które nie chcą wracać do kraju, przesiedlić do Włoch.
W czerwcu 1949 polska młodzież na pokładzie włoskiego statku przybyła do Bari. Tym razem obóz zorganizowano w Salerno nad Morzem Tyrreńskim. Urzędnicy repatriacyjni zaczęli rejestrację dzieci i namawianie ich do powrotu do Polski. W obozie pojawiła się przedstawicielka amerykańskiego i kanadyjskiego episkopatu Dorothy Sullivan z zadaniem „ratowania” katolickich dzieci i zorganizowania ich wyjazdu do Kanady, gdzie wyjechało około 150 dzieci. W Kanadzie, gdzie dzieci zostały serdecznie przyjęte, zapewniono im godne warunki życia i możliwość nauki lub prac.
Przy drodze do Aruszy (po lewej stronie drogi) przetrwał polski cmentarz, na którym spoczywają szczątki 150 Polaków, zmarłych m.in. na choroby tropikalne, w tej liczbie jest kilka grobów prawosławnych i dziewięć żydowskich. W kaplicy cmentarnej umieszczono herby największych polskich miast oraz tablicę pamiątkową z napisem: „Cmentarz wygnańców polskich”. Taki sam napis widnieje na tablicy w polskich barwach narodowych umieszczonej przy bramie cmentarza.
Ostatnia Polka została pochowana tu w 2007, zaś ostatni Polak, Edward Wójtowicz, w 2015.
W okolicy działa misja, która troszczy się o porządek na cmentarzu.
POLONIJNA AGENCJA INFORMACYJNA - KOPIOWANIE ZABRONIONE.
TŁUMACZENIE DŁUŻSZYCH TEKSTÓW MOŻE CHWILĘ POTRWAĆ...
NAPISZ DO REDAKCJI
Wyjątkiem jest uzyskanie indywidualnej zgody redakcji, wówczas zgodnie z prawem autorskim należy podać źródło:
Polonijna Agencja Informacyjna, autora – jeżeli jest wymieniony i pełny adres internetowy artykułu
wraz z aktywnym linkiem do strony z artykułem oraz informacje o licencji.